Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/41

Ta strona została przepisana.


— To prawda!
— Więc jedziesz na widowisko?
— A ty? — zagadnęła podejrzliwie księżna.
— Ja... nie wiem. Marjetki niepodobna samej zostawić!...
— W takim razie i ja zostanę z tobą!... Może potrzebować kogoś z rodziny...
Hrabina zagryzła usta.
— Lecz rozważ, już i tak jej nieobecność da okazję do domysłów!... A cesarz sobie ich nie życzy! Ktoś być powinien bodaj dla utrzymania pozorów.
— W takim razie ty, moja najdroższa, jedź! Ty lepiej będziesz umiała ode mnie, ty łatwiej zapanujesz! Ciebie to wszystko nie obchodzi tak blisko, tak głęboko... Przecież Marjelka jest moją... moją siostrą...
— Właściwie nią być przestała!
— Proszę... Forma światowa, wymagania zwyczajowe nie są w stanie rozerwać, niczego rozwiązać, co uświęcił wzajemny sentyment, co związał Kościół! Tu niema mowy o żadnej nagłej przyjaźni... co niewiadomo skąd, i dlaczego się wzięła!... Radabym bardzo jechać, lecz nie mam prawa!... Obowiązek jeszcze tego poświęcenia żąda ode mnie! Nie wolno mi odstąpić jej ani na chwilę!
— Bodaj narażając tę drogą ci osobę na skutki nieobliczone! Zważ tylko! Pan Anastazy... zachował się... Nie mówmy o tem! Ściany mają uszy! Nawet Bolesza, który jest zręczny może nie zdoła zapobiec wieści... Słowem jego nie będzie, jej także, ciebie, mnie!
— Lecz wszak ty możesz!
— Ani myślę!
Sprzeczka pomiędzy hrabiną a księżną wzmagała się. Żadna z nich nie chciała ustąpić ze strażniczego stanowiska, Prowadzącego do komnaty, zajmowanej przez panią Wa-