Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/413

Ta strona została przepisana.


— Wierzę w genjusz cesarza!
— Oby pani raz jeszcze się na nim nie zawiodła!
— Mylisz się generale — rzekła z mocą szambelanowa — nigdy ten genjusz nie sprawił mi zawodu, nigdy genjuszem być dla mnie nie zaprzestał!
— Cha — doprawdy, pani szambelanowo, a mnie się zdawało, że twój pobyt na Elbie zdołał przekonać cię, że tam dla pani...
— Pozwól, generale, — mówmy o cesarzu!
— Tak, pani o Napoleonie!
— Dlaczego pan zatem łączysz mnie z cesarzem?!... Co jego dostojna osoba ma ze mną wspólnego!?...
Ornano zmieszał się.
— Jakto, pani szambelanowo?!
Pani Walewska zapatrzyła się smutnie w dal.
— Byłożby to prawdą!? — badał ze wzruszeniem generał.
Szambelanowa zwróciła powoli głębię swych ciemno-niebieskich oczu na ogorzałą, męską twarz hrabiego.
— Wolałbyś, generale, abym go nienawidziła za to, żem mu nie dorosła?
Ornano ujął panią Walewskę za rękę i do ust przycisnął.
— Wybacz pani — za złe nie poczytuj! Nie dziw się, żem nie mocen ogarnąć szlachetności twej duszy! Lata mi zeszły śród obozowego życia! Prostakiem jestem wobec ciebie, pani! Prostakiem tem większym że mi żałość jasne widzenie przesłania, że wieki przeżyłem w beznadziejnej walce z żarem, który mnie chłonął, z jadem co mnie zatruwał, buntem, co się we mnie zrywał, z tym szalonym płomieniem, który obraz twój wyrył w mem sercu!... Daj mi mówić Marjo!... Szesnastolatkiem byłem, gdy mnie pociągnęła gwiazda Napoleona. Wstąpiłem do wojska. Bonaparte był mojem bóstwem. Odbyłem kampanję egipską pod Leclerc’iem — przymierałem z głodu na San Domingo i szczyciłem się moją niedolą, wie-