Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/414

Ta strona została przepisana.


rząc, iż czynię to dla imienia pierwszego konsula! Cha — toż ośmnastego brumaire’a stałem przy Napoleonie z bronią w ręku! Leclerc umarł na San Domingo — wróciłem do Francji. Konsul pamiętał na moje urodzenie, przyszło Austerlitz! Dowiodłem tam, że matka moja była z domu Buonaparte... Austerlitz zbliżyło mnie do cesarza. Jena otworzyła wrota do najświetniejszej przyszłości!... i Jena dała mi cię ujrzeć w Warszawie! Pomnisz pani na balu!?... Zbudziłaś we mnie uczucie, pokochałem cię, pokochałem myślą nieskalaną, chęcią czystą!... Tak mi się zdałaś jasną, tak niedosięgłą, — żem jeno pragnął, aby mi wolno było stawiać ci ołtarze w mem sercu, jasnością twoją się krzepić, i tak miłować cię, jak gwiazdę podniebieską. Anim się ważył popuszczać, byś ty ku mnie zstąpić mogła z swego majestatu, byś ty pani komukolwiek zbliżyć się dozwoliła!... Przyszedł ten straszny, okrutny wieczór... Byłem na służbie!... Pamiętasz pani!... Zdawało mi się, że oszaleję!... Miałem rywala w tym, za którego życie gotówbym był ponieść, którego miłowałem, którego czciłem, nad którego nie miałem nikogo większego.... Rozpacz mną owładnęła!... Traciłem wszak równocześnie i ciebie i jego! Podsypałem pistolet... i ująłem za klamkę... Wejście mameluka, do antykamery służbowej wróciło mi błysk przytomności, powstrzymało od zbrodni... Potem, zdawało mi się, że zdołam wyrwać twe imię z mego serca, — szukałem pociechy w hańbiących cię plotkach, które rozpowiadano, — z dzikiem zadowoleniem upewniałem samego siebie, żeś ty na włos jeden nie wyższa od pospolitej lalki dworskiej, żeś nie warta szczerszego uczucia, żeś jeno nadto na me ubogie dochody za droga?... Te rozumowania, te zimne racje, te oszczerstwa, to wmawianie w siebie samego plwocin hańbiących cię — nie przytłumiły pożaru... Mniemałem, że może czas, trudy bojowe, gorączkowe życie żołnierskie ukoi we mnie ból, przytłumi, tęsknotę rozwieje...