Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/423

Ta strona została skorygowana.


wnie sylwetka jegomości w ciemno-tabaczkowym fraku, białej chuście na szyi, i koronie siwych włosów, ponad mocno wyłysiałem czołem.
Hrabia porwał się naprzeciw jegomości.
— Jakże pan sądzisz, co myślisz?!
Jegomość przystanął i ku trzymanej tabakierce spojrzał.
— Nic nie mam do powiedzenia!... Natura może się przemóc!...
— Na Boga, panie... wczoraj jeszcze mówiłeś...
Jegomość ujął hrabiego za rękę i uścisnął serdecznie.
— Panie Ornano! Generale! Odwagi!... Wczoraj mnie samemu się zdawało!... Panią hrabinę miałem w swej pieczy i dawniej! Zapalenie płuc nie było mi groźnem... bo nie przypuszczałem... że serce...
— Serce... — powtórzył głucho generał.
— Tak, panie hrabio!... Bóg widzi, że nigdy bezsilność naszej nauki nie była mi tak ciężką!
— Więc pan... pan, panie Corvisart... myślisz?...
Corvisart pochylił się mocniej nad tabakierką.
— Że może ten, co tam jest, teraz... lepszym będzie lekarzem odemnie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Pani Walewska odetchnęła z trudem, współzmrużone rozchyliła powieki, gorączkowym ruchem odsunęła splot włosów, cisnący się jej na twarzyczkę i powiodła dokoła gasnącemi oczyma.
— Jesteście tu przy mnie? — szepnęły pobielałe usteczka pani Walewskiej. — Jesteście wszyscy — dobrze!... Żegnałam się już z wami a widzicie, jeszcze jestem! Umierać trudno, bardzo trudno! A tyle żyłam — tak długo żyłam. Oleś! Kochajcie go, nie opuszczajcie!...