Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/50

Ta strona została przepisana.


Czosnowska spojrzała ku drzwiom, które się zamknęły za księciem.
— Jaki on się robi dziwny!...
Pani Walewska trwała wciąż w milczeniu. Czosnowska po raz trzeci wróciła do skrzyneczek i rozpatrywała każdy przedmiot i znów głośnych nie skąpiła zachwytów i nie tłumiła nawet uczucia chciwości, które w niej coraz silniej nurtować zaczęło.
Wejście kamerdynera hrabiny nie zdołało również oderwać Fryny od klejnotów. Kamerdyner zaczekał przy drzwiach, a nie usłyszawszy zapytania, z czem przybywał, zbliżył się do Czosnowskiej i zameldował uroczyście.
— Jaśnie wielmożny marszałek Małachowski pragnie widzieć jaśnie wielmożną panią szambelanowę!
— Aha!... Cóż — dobrze!
— Mam prosić?
— At — proś — dlaczego!? Owszem!
Kamerdyner oddalił się. Fryna zastanowiła się nagle i podeszła do szambelanowej.
— Małachowski się zapowiedział! Może źle zrobiłam!?... Vaubanka powiadała mi, aby nikogo tu nie dopuszczać!
— Kto taki!? — wyjąkała szambelanowa, jakby ze snu się budząc.
— Małachowski — marszałek!... Do pani się zameldował!
— Do mnie?! Trzeba go przeprosić!... Nie mogę!... Za nic! Nie chcę widzieć nikogo!
— W takim razie muszę odwołać! Czemuż mi pani tego nie powiedziała przedtem!...
Czosnowska podbiegła ku drzwiom, aby na pokojowca zakrzyknąć, lecz te otwarły się, Małachowski stanął na progu.
— Mości marszałku, proszę darować... pani szambelanowa nie może...
Małachowski ledwie że głową skinął Frynie. Pani Walew-