Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/60

Ta strona została przepisana.


Pani Walewska westchnęła cicho.
Urok prysnął, rozwiały się zasłony czaru, ten, któremu ona jeszcze dzieckiem będąc, największego życzyła dobra, najcięższą wyrządził jej krzywdę.
Może i ona nie była bez winy, może za śmiało chciała spełnić żądanie marszałka!
Gdybyż poszła była za głosem Ornana, gdybyż na sekundę nie spóźniła się, gdybyż umiała cenić przestrogi Gorajskiego! — Tak się stać musiało! — Kara ją spotkała za to zatęsknienie, któremu pozwalała sobą władać, za marzycielstwo, za widziadła, które rada ze snów chwytać lubiła, za szemranie na walewicką pustkę, za wyrzekania, któremi nawet modlitwy obarczała.
Tu głusza i ciemń spowiła szambelanowę. Uczucie bezgranicznej pustki, niezmiernego odosobnienia otoczyło. Już dziś nie miała nikogo, nikt jej tajemnicy, jej bólu, jej goryczy, jej łez znać, ani rozumieć nie może. Zapadła się w przepaść, na powierzchni została tylko jej maska. Maskę tę musi mieć dla wszystkich, nikomu nie może zezwolić na jej zdarcie — a każdemu wolno inaczej ją szacować!
Anastazy, hrabina, Czosnowska, Anetka Tyszkiewiczówna, Hercau, Małachowski, księżna bratowa, Constant, Radziwiłłówna, Corvisart, cała rodzina męża, może nawet Pawełek, będą potępiali, będą sądzili z całem poczuciem słuszności, z całem przekonaniem swej sprawiedliwości. A jej pozostanie tylko ta cisza okrutna... bo już nikogo niema przy niej, nikogo!... Jeszcze ją dziś hołubią, tulą, pieszczą, bo jeszcze im się zdaje, że coś tam, u niego, wyżebrze, wyprosi!...
Pani Walewska roześmiała się spazmatycznie. Myśl natężona, podniecona snuć się zaczęła coraz wolniej, coraz leniwiej, aż stanęła na szarem kolisku, które pod opuszczonemi powiekami ukazało się szambelanowej.
Nagle pani Walewska uczuła dotknięcie ręki. Dotknięcie