Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/61

Ta strona została przepisana.


miękkie, a sprężyste, dotknięcie tak jej znane dobrze, tak pamiętne, że ledwie od okrzyku zdołała się powstrzymać.
Pierwszą myślą szambelanowej było, że nowe przywidzenie ją ściga. Pohamowała więc odruchowo drgnienie i bronić się chciała widziadłu.
Dotknięcie atoli powtórzyło się, a wraz z niem rozległ się szept, który dźwiękiem swoim lodem ściął krew w żyłach pani Walewskiej.
— Marjo! Daruj, przebacz, zawiniłem bardzo! — mówił szept. — Wszystkich sił użyję by ci nagrodzić tę niegodziwą chwilę! Nie odtrącaj mnie! Szaleństwo mną władało! Mniemałem, że dość mi ciebie posiąść, aby czarem twym się nasycić, aby wydrzeć uczucie, którem serce zabiło ku tobie!.. Daruj, tyś dobra! Patrz, korzę się przed tobą, błagam!
Pani Walewska szeroko rozwarła oczy. U nóg jej klęczał, Napoleon.
Szambelanowa zakryła twarz rękoma.
— Boże, cóżem zawiniła! Więc nie dość jeszcze kary, nie dość!
— Dziecko, zastanów się, rozważ! Wyznaję błąd, i proszę! Pozwól mi na zmazanie go zasłużyć, pozwól się kochać, pozwól tobą się szczycić! Piekielny podszept uniósł mnie! Twoja piękność upiła! Dziecko! Bacz, ile burz z pogodnem czołem znieść czasem muszę, bacz, że niema przy mnie tchnienia serca, niema takiej dobrej, jedwabnej rączki, jak twoja, któraby rozpraszała zmarszczki, któraby koiła! Wczoraj, tak, chciałem zerwać pęta, którymi mnie omotałaś, wczoraj jednym wybuchem żądzy pragnąłem zgasić w sobie płomień. A dziś wracam, — dziś chylę się przed tobą zwyciężony, rozmiłowany, zasmucony twoim smutkiem, upokorzony... Marjo! Powiedz, że mi przebaczasz!
Pani Walewska podniosła się, wyprostowała i rzekła spokojnie.