Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/77

Ta strona została przepisana.


— Miło widzieć waszmości! — ozwał się generał wyciągając rękę. — A milej jeszcze życzenia szczególniejszej łaskawości cesarskiej ci złożyć!
— Panie generale!
— My tu z Cedrowskim kłopotaliśmy się dzisiaj, żeby cię w raporcie nie ominąć, a tymczasem w Warszawie szczerzej i lepiej o waszmości pamiętano! Wielka cię spotyka odznaka, wielka i niesłychana, masz drogę otwartą do najświetniejszej przyszłości! Słyszałem wiele dobrego o nim, przeto nie dziwię się, lecz się raduję! Raduję się z całego serca.
— Panie generale! — rzekł niepewnie Łączyński, nie rozumiejąc tego przemówienia. — Nie wiem czemu mam przypisać?...
Gielgud sięgnął do podłużnego puzderka, leżącego na stole i otworzył je.
— Mości Łączyński, kurjer cesarski przywiózł ci te oto epolety, jesteś pułkownikiem sztabu głównego, jesteś powołany do boku najjaśniejszego pana!
— Ja... ja... panie generale!?...
— Tu masz nominację i rozkaz powołujący cię do głównej kwatery!
Łączyński oczy przetarł, jakby marę jakąś odpędzając.
— Ja pułkownikiem! Chyba niepodobna.
Generał pogładził swą bujnę białą czuprynę i uśmiechnął się dobrotliwie.
— Czekałeś długo, aleś się przynajmniej doczekał! Cieszy mnie owo zdumienie waćpana, bo przekonywa, żeś zasłużył na nagrodę taką!... No, Cedrowski, ściągnijże z pułkownika płaszcz, a epolety mu przypnij! Piękna para!
Cedrowski w milczeniu jął ściągać płaszcz z Łączyńskiego i porucznikowską szlufę zeń zdejmować, a epolety zakładać.
Generał przyglądał się i potakiwał z ukontentowaniem.
— Dobrze, dobrze! Idzie ci! Personatem za jednym zama-