Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/79

Ta strona została przepisana.


panu miłem będzie zapewne takie podziękowanie cesarzowi zawieźć!
Gielgud jeszcze długo perorował, i coraz czynił apostrofy do świetnej karjery, która się Łączyńskiemu najniezawodniej ściele, aż w końcu, poradziwszy nowomianowanemu pułkownikowi, aby bez zwłoki mantelzaki zbierał i nazajutrz zaraz wyciągał do Liebstadtu, pożegnał Łączyńskiego.
Cedrowski, który przez cały czas milczał uporczywie, i z pod oka ku Łączyńskiemu poglądał, rozjaśnił nagle twarz i z wojskowym ukłonem rozwarł drzwi przed Łączyńskim.
— Panie pułkowniku!
— Waszmość panie pułkowniku przodem!
Łączyński chciał się certować, lecz Cedrowski nie ustąpił i przed sobą go puścił. Nadomiar, gdy Łączyński miał próg przestąpić, Cedrowski zakomenderował ostro: „baczność — wstać!“
Pochyleni nad stołem adjutanci porwali się z miejsc, lecz na widok wchodzącego Łączyńskiego z Cedrowskim zmienili postawę i poglądali ku sobie nieznacznie. Szczególniej Krukowiecki był niezadowolony z tej komendy i, nie zważając na swych kolegów, zasiadł ponownie nad mapami. Cedrowski postrzegł uchybienie.
— Mości Krukowiecki, nie słyszałeś komendy!?
— Owszem, panie pułkowniku, słyszałem! Zdawało mi się, że to dla ordynansów, bo, pana pułkownika miałem honor już powitać, a krom porucznika nie widzę nikogo...
Krukowiecki spojrzał ku Łączyńskiemu i, dojrzawszy na jego ramionach wielkie złote epolety, urwał raptownie.
— A pułkownik sztabu jego cesarskiej mości już acanowi nie jest zwierzchnikiem!?...
Krukowiecki pobladł i zaczął jąkać słowa usprawiedliwienia.
Cedrowski zachmurzył się.