Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/81

Ta strona została przepisana.


mieć swego dawnego porucznika! Chodźmyż do Kąsinowskiego! Hej! Majorze!
— Jestem, pułkowniku! — ozwał się głos z ciemni — jużem na kość stężał z zimna!
— Poczekaj, rozgrzeję waszmości! Równaj się, do stu par bomb! Baczność! Pułkownik sztabu cesarza jegomości idzie ku waszeci!
Ledwie szare mroki zimowego poranku jęły rozdzierać swe mgliste woale, już wieść o kurjerze cesarskim gruchnęła po obozie, rozmaite budząc domysły.
Zazdrościli jedni z całą otwartością Łączyńskiemu, z przekąsem i źle ukrytą zawiścią starali się drudzy rozwiązać zagadkę niespodziewanego wyróżnienia, trzeci nakoniec, szczególniej dawni imć pana Pawła towarzysze, radowali się serdecznie — wszyscy jednak się dziwili.
Co najstarsi żołnierze, co cesarza Napoleona pamiętali z czasów, gdy w Paryżu, jako generał w niełasce Konwentu takim samym był biedakiem jak i oni, nie słyszeli o podobnym szczególnym, a raptownym awansie! Prawda, szybko przebywali szczeble stopni wojskowych tacy satelici i towarzysze jego pierwszych laurów, jak Berthiér, Murat, Bessières, Lannes, a bodaj Lefebvre! Lecz, aby kurjer cesarski dosięgnął oficera, który nigdy nie był u boku Bonapartego, który ledwie trzy razy go w życiu widział, sam wciśnięty w czworobok mrowia, który ani razu nie miał szczęścia, ani rozmawiać z cesarzem, ani bodaj odebrać rozkazu z ust cesarskiego adjutanta, który lata był cząstką wielkiej masy ludzkiej, masy lekceważonej przez sztab główny, masy co wraz z umilknięciem bojowych sygnałów była zawadą Bonapartemu, była nieznośnym ciężarem — aby kurjer cesarski takiego szukał oficera, to przechodziło pojęcie najpogodnej w przyszłość patrzących.
Nominacja Lączyńskiego byłaby zrozumiałą, łatwo uspra-