Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/84

Ta strona została przepisana.


ścigające oficerów za lada uchybienie, to twarz harda, to dobrobyt w czasie głodu, ciepło wśród mrozów, wygody w niewygodach, dola nawet w niedoli armji, synekura klęsk i zwycięstw, nieskończony deszcz łask, donacyj, cesarskich słów, darów, odznaczeń, zaszczytów, to nie tylko pewność czerpania pełną garścią dla siebie, lecz możność stawania się dobrodziejem tysięcy, władanie, szafarstwo cesarskiemi miłościwościami.
Pułkownik cesarskiego sztabu, więc benjaminek, przed którym pułki na mur tężeją, którego każdy wyraz pamiętają, którego boją się zawsze, a lubią rzadko, więc karjerowicz, będący postrachem wytartych mundurów linjowych i przedmiotem zawiści i pogardy, spływającej od szramami zoranej twarzy, stwardniałych na głowni pałasza rąk, od nędzy ku arystokracie armji, ku rezonerowi wojny!
I Łączyński nie inne żywił uczucia ku sztabowcom, a cóż dopiero ku pułkownikom sztabu, imponującym mu zawsze pewnością siebie, swobodą już nie z generałami, lecz bodaj w obejściu z marszałkami, z ducami! I Łączyński, myślą sięgając ku takiemu stanowisku, tracił oścień myśli, boć pułkownik sztabu cesarza miał dlań coś z Napoleona samego! Aż naraz, wzdychając do, od tak dawno wysłużonego, kapitaństwa, marząc, że ziszczenie najświetniejszych rojeń da mu majorstwo, a w dymisji i cichem schronisku w ojcowskim dworku weterański uniform podpułkownika na rodzinne gody wdziewać zezwoli — rzeczywistości nie nadążył. Snami nie sprostał przyszłości, pozostał w tyle, nie sięgnął ani razu tam, gdzie rzucał go rozkaz kancelarji cesarskiej. Szarak mrowia linjowego, pasierb i tych skąpych nagród, które legję włoską dosięgały, ujrzał się w pawiem opierzeniu sztabowca; robak, nieśmiało poglądający ku niebu głównej kwatery, dostał skrzydła.
Noc zeszła Łączyńskiemu na bezsennem rozgorączko-