Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/89

Ta strona została przepisana.


czy! Gdybym mógł był, bez dekretu cesarskiego miałbyś już dziś te buljony! Szarpnęła mną złość, przyznaję, a to dlatego, że nie ja cię promowałem, że nie zapytano mnie nawet.
Dąbrowski zaczerpnął gwałtownie powietrza.
— Więc mi rysiem nie stawaj! Jeżelim cię uraził, daruj! Masz, Gielguda się zapytaj, czym się nie ucieszył! Gdyby odemnie zależało, generałami, marszałkami bym was porobił, sambym pod waszą komendą rad chodził! Byłoby mi z tem lżej, niż z tymi warszawskimi paniczami! Zjawią się oni, zjawią do rządzenia i rozkazywania, jeno nie do słuchania! Valentini, daj mi pić! Więc, Łączyński, nie żyw rankoru! Podaj mi rękę, moja bezwładna! Ruszaj do sztabu! Im więcej tam będzie tobie podobnych, tem może nam wszystkim będzie lepiej. Weźmiesz ze sobą raport o bitwie wczorajszej! Byłeś, walczyłeś, lata całe dzieliłeś naszą dolę, więc co trzeba, dopowiesz. Dowództwo Gielgudowi oddaję aż do nowego rozkazu. Sam leżę, jak widzisz, powalony kontuzjami obok syna! Valentini za kilka tygodni obiecuje mnie wykurować. Janek mój odpowie podobno ciężej! Marszałek Lefebvre pod Gdańsk wzywa, może jutro zdołamy się dźwignąć. Lecz słaba z nas będzie pomoc! Od dwóch tygodni wyglądamy napróżno amunicji. Obiecano nam dostarczyć karabinów, ładownic, pałaszy — nic dotąd nie przysłano. Żołnierz marnieje, ginie z mrozu, a nawet nie ma czem się bronić, że nie powiem, co jeść! Wszystko powiedz! Może okazja się nadarzy do Radzimińskiego wojewody, lub do Wybickiego! Tedy niech mi nie ślą ochotników bez opatrzenia, bez uzbrojenia, bez furgonów, bo nędzy mamy sami zadość — dla tych co są, co nie wygięli od kul i chorób, nastarczyć nie można! A nadto, powiedz jeszcze że mi nie dowódców brak, nie oficerów, nie imć panków, ale twardych karków, rąk tęgich, żołnierzów! A potem, gdybyś chwilę znalazł sposobną cesarzowi co rzec, gdyby cię pytał, tedy wiesz! Iść chcemy i będziemy, niech dwa miesiące