Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/90

Ta strona została przepisana.


czasu da, niech zezwoli otwarte ogłosić listy, a nie dywizję, nie korpus, ale armję drugą mu wystawię!... Tak, dobrze, że będziesz w głównej kwaterze!... Tam zawsze naszych brakło, tam lada kto psuł nam plany, mieszał szyki, niweczył najlepsze zamiary! Tam uważaj! Nie sądź, broń Boże, bym nakłaniał cię do czegoś przeciwnego służbowym obowiązkom! Nie! Jeno pamiętaj, abyś nie zapomniał, kim jesteś! A dzieje się to często! Patrz, toć generał Henri nawet nazwiska swojego się wstydzi! A inni?! Wielki świat ludzi tumani, zaślepia, dwór psuje, o sobie tylko uczy pamiętać! Jedź, Łączyński, jedź, daruj złe słowo, któreś odemnie mógł kiedy usłyszeć! A i źle nie sądź o tem twojem długiem, a daremnem czekaniu na awans! Trzy razy przedstawienia czyniłem, sam patrzyłeś, co mogłem więcej? Pakosz da ci papiery! Cesarz podobno w Liebstadzie kwateruje! Tam się dowiesz, konetablowi melduj się zaraz. To wszystko! Mówiłbym z tobą jeszcze, ale słabnę czegoś!
Dąbrowski odetchnął głęboko. Głowa opadła mu bezwładnie na poduszki.
Łączyński siedział jeszcze przez chwilę na krawędzi łóżka generała, wreszcie na znak dany mu przez Cedrowskiego, powstał ociężale.
— Panie generale! — rzekł stłumionym głosem. — Wyzdrowienia szybkiego, powrotu do zdrowia!
— Dziękuję waszmości! Chociaż już i moje zdrowie nie zaważy! Zobaczysz! Warszawa pełną samych wodzów!
— Tak, lecz nam potrzeba tylko jednego!
— W sedno trafiłeś! Jednego trzeba! A kto nim będzie nie wiadomo! Byle taki był nareszcie, byle takiego chciano mieć, byle uwierzono, że nawet gromada generałów generała mieć musi nad sobą! Sam pierwszy głowę schylę!
— Raczej podnieść ją powinieneś!
— Dziękuję za poczciwą wiarę! Jedź z Bogiem! Rękę daj