Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/91

Ta strona została przepisana.

mi jeszcze!... Bywaj!... Ale, mości Łączyński, czy mnie pamięć nie myli, wszakci waszmość wypadasz jakimś krewnym Walewskich?
— Walewskich?! — powtórzył przeciągle Łączyński, nie rozumiejąc niespodziewanego zapytania. — Krewnym?! Nie! Chyba, że powinowatym! Siostra moja wyszła za Walewskiego!
— Więc jest Walewską?
— Bezwątpienia panie generale! — przyznał oschle Łączyński — skoro jest żoną Walewskiego.
— Czy nie szambelana, starosty wareckiego!?
— Tak jest właśnie!
— A zatem szambelanowa Walewska jest waszmości rodzoną siostrą! — zakończył Dąbrowski z dziwnym uśmiechem na ustach.
Łączyńskiego dotknął niemile wyraz twarzy.
— Czy wolno mi zapytać pana generała o powód...
— Ach, mości Łączyński — żaden! Ot — gawędziliśmy o tobie z Gielgudem i tak sobie, przyszło! Bywaj mi! A w drodze zważaj, bo maruderów włóczy się bez liku!
Łączyński uścisnął rękę generała, pożegnał się z Gielgudem i wyszedł do bocznej izby z Cedrowskim, gdzie mu Pakosz doręczył raporty do głównej kwatery i marszrutę na Malborg i Pasłek wypisał.
W godzinę niespełna po odebraniu raportów Łączyński zebrał mantelzaki dosiadł wielkiej, dragońskiej kobyły, którą mu imć pan Gliszczyński za pięć napoleonów odsprzedał i, serdecznie żegnany przez Chłusowicza i Kąsinowskiego, ruszył w drogę.


III.

Ciężką miał podróż nowomianowany pułkownik sztabu cesarskiego. Ciężką, bo kobyła, wyniszczona mocno, usta-