Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/98

Ta strona została przepisana.

— A gdzież wasz amtowy?
— Wszędzie, gdzie potrza tam się najdzie! Francuzy dokazują, a amtowi siedzą sobie i swoje robią! Prawo każe amtowego słuchać!
— Wiecie wy, dlaczego Francuz Prusaka wojuje?
— Co nie mam wiedzieć! Bo chce cały dobytek zagarnąć, luda bez werbunku i rekrutlisty w kamasze zapędzić, a co baby i dzieciaki głodem zamorzyć, aby dla Francuzów ziemi więcej było! Niedoczekanie!
Na to oświadczenie Łączyński nie wiedział, co odpowiedzieć, rozumiejąc, że lada obroną może zaufanie chłopa stracić i w matnię wpaść.
Chłop zaś dalej pomstował na najazd Francuzów, odgrażał się, a klął siarczyście.
Pułkownik, już nie słuchając prawie wynurzeń chłopa, przemyśliwał nad tem, jakby odeń wydostać papiery, których posiadaniem się chwalił. Bo, że je chłop miał, o tem pułkownik nie wątpił, bo raz po raz dochodziły słuchy o zaginieniu kurjerów i ordynansów, a sztab odebrał coś ze trzy napomnienia by na gońców, co dzielniejszych, a sprawniejszych ludzi wybierał, a nawet gońcom zalecał zgoła ukrywanie się. Juści zapewnienie chłopa, że papiery miały zawierać pismo króla Fryderyka do Napoleona, było samo przez się nieprawdopodobnem, niemniej bezwątpienia papiery musiały być nielada wagi, jeżeli umyślny je wiózł wysłaniec, a nie szły razem z pociągiem wojskowym. Siak czy owak papiery sztabu francuskiego nie powinny były dostać się w ręce Prusaków! W każdej innej okoliczności Łączyński nie zawahałby się strzelić w łeb takiemu przewodnikowi, tu jednak był sam na jego łasce i niełasce, bardziej bowiem niż chłopa musiał strzec się zabłądzenia. Rozsądek nakazywał czekać okazji i pozoru nie dawać.
Przewodnik znał drogę wybornie. Kluczył, wymijał rysu-