Strona:Wacław Sieroszewski-Zamorski djabeł.djvu/179

Ta strona została uwierzytelniona.

arkadach. Wszędzie błyskała, perliła się, lała kaskadami, kapała ognistemi kroplami. Razem z nią mienił się tęczowo cały krajobraz, niby obrzucony siatką z drogich kamieni i metalu.

Bambus

Tu i owdzie na krawędziach jarów machały szaremi skrzydłami wiatraki do czerpania wody.
W ogrodach, otoczonych kamiennemi murami, niby w gniazdach z kwiatów i drzew kędzierzawych, kryły się białe fanzy.
Podróżnicy posuwali się wolno. Ruszali przed świtem; zato długo wypoczywali we dnie, unikając południowej spiekoty. Mijali liczne wsie, mijali handlowe, brudne, hałaśliwe miasta, mijali miasta klasztorne lub urzędnicze — ciche, czyste, bogate, gdzie piętrzyły się wysokie domy o ciężkich rzeźbionych dachach, gdzie z ocienionych staremi drzewami ulic szerokie, kamienne schody wiodły do malowanych bram. Wybierali na noclegi oberże ustronne, gdzie gwar