Strona:Wacław Sieroszewski-Zamorski djabeł.djvu/207

Ta strona została uwierzytelniona.

— O tak, Lień, wszystko się zmienia! Widzę naprzykład, że jesteś uróżowana i brwi zeszpeciłaś sobie farbą. A pamiętasz: „Ani słońce, ani powietrze nie przyćmi blasku kwiatu, który czerpie swe ozdoby z przyrody... Ona nie potrzebuje różu...“ — zadeklamował wiersz z powieści „o bohaterskim studencie Tie Czżun-ju i pięknej, wiernej Szuj Pin-siń“.
Dziewczyna zarumieniła się, a potym pobladła.
— Tak trzeba!... Chinka jestem — rzekła głucho. — Chce pan, poślę panu herbaty i słodyczy... Prędzej czas przeleci!...
Obejrzała się na wrota, gdzie znowu zaszumiały jedwabie.
— Czy Niezwykle Stara, Szlachetna Pani Chań-Wań raczy...
Brzeski cofnął się w głąb pokoju.

XXIII.

Zbliżał się czas majowego zbioru liści herbacianych. Są to niby żniwa herbaciane, kiedy zbierają młodziutkie listeczki, dostarczające najlepszych gatunków herbaty, tak zwanej kwiatowej. Suszą je bardzo starannie, przeważnie na słońcu. Blado-różowy kwiat herbaciany ma słaby herbaciany zapach i nieprzyjemny smak. Nie jest wcale używany do fabrykacji herbaty i nie zbierają go nawet. Herbatę sprzedażną przyrządzają wyłącznie z liści.
Na plantacjach uwijały się tłumy robotników w niebieskich koszulach i wielkich, jak parasole, kapeluszach słomianych. „Władca Wrót Zachodnich“ wydawał rozkazy i napędzał do pośpiechu najgrubszym swym głosem. W budce koło bramy postawiono wagę, stolik i posa-