Strona:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu/179

Ta strona została przepisana.
XV.

Permskie więzienie stoi już na pograniczu Sybiru.
Gdy wielka, mocno okuta, jego brama otwarła się przed przypędzonymi z barki więźniami, gdy rzucili wzrokiem w głąb ciasnego podwórca, okolonego wysokiemi białemi murami, gdy wsłuchali się w lecący z okratowanych okien głuchy brzęk łańcuchów, umilkły rozmowy, pobladły zlekka twarze i tłum skazańców zawahał się, jakby nie miał odwagi przekroczyć progów krainy, „dokąd idzie tak wielu, a skąd wraca tak mało“!
— Nu, nu! Pszli! Czawo ziewajetie! — rozległ się okrzyk konwoju i żołnierze nacisnęli na aresztantów. Leskow podchwycił słaniającego się na nogach Dżumbadzego i ostrożnie poprowadził go w tłumie.
Więzienie okazało się wcale niegorszem od innych, było tylko ciaśniejsze i brudniejsze. Skoro tylko straż więzienna policzyła przybyć łych gości, skoro przejrzała dość pobieżnie zawartość ich worków podróżnych, skontrolowała okucie, skoro wreszcie przyjęła od byłego kon-