Strona:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu/24

Ta strona została przepisana.
II.

Cały ranek z bijącem sercem czekał Gawar na wiadomość od rodziców. Wtem rozeszła się wieść, że dziś jeszcze dużą partję, a może wszystkich wyślą dalej na wschód.
— Nas na pewno przyłączą do partji, bo politycznych nie lubią tu trzymać! — zauważył, szczerząc zęby, Finkelbaum, który tę nowinę przyniósł z tajemniczej wyprawy na korytarz. — A do pana nikt nie przyszedł? Co?...
— Nikt!... — odszepnął Gawar, czując, że ogarnia go dziwna jakaś słabość.
— Mmcy! Szkoda! — cmoknął żyd, rzucając bystre spojrzenie na pobladłą twarz chłopca. — Ciężko będzie panu bez pieniądzów.
— Ech! Nic! Dam sobie radę!
— To pan nie wie, jak to jest, a ja panu mówię, że będzie bardzo źle. Może pan ma co do sprzedania, to tu jeszcze można sprzedać, a tam dalej to i sprzedać nie będzie można...
— Nie mam nic!...
— Jak nie, to nie!... Ja nie mam w tem żaden interes... Co można było pomóc, tośmy po-