Strona:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu/282

Ta strona została przepisana.
XXIV.

W Wielkiem siole Samarowskiem, niedaleko ujścia Irtysza do Obi, Dobronrawow obiecywał sobie znacznie powiększyć zapasy bardzo ograniczone wskutek nieopatrznej gospodarki Butterbrota.
Ale w tem siole nie dostał nic za wyjątkiem kilku worów żytniej mąki, trochę cukru i herbaty i to za dobrą cenę, gdyż towary te przywożono tu zdaleka z południa. Ani warzyw, ani ziemniaków, ani kapusty, na co liczył, ani jaj, ani mleka, ani nawet mięsa nie znalazł, gdyż ludność trudniła się wyłącznie rybołówstwem i handlowała wódką z Ostjakami. Nawet ryb dostał bardzo niedużo, gdyż rybacy rozpełzli się już po połowach, gdzie zdobycz solili i wędzili na zapas, posyłając do sioła tyle tylko, ile potrzeba było na przeżycie pozostałym tam członkom ich rodzin.
— Co mi z tego, że mamy pieniądze?... Co mi z tego, kiedy kupić za nie nic nie mogę, bo nawet wódka tu droga i zła!... Niech djabli wezmą taką gospodarkę i ludzi, co wyobrazić sobie nie mogą, że jest kraj, gdzie niema sklepi-