Strona:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu/336

Ta strona została przepisana.

barki obok Wojnarta. Serce dziewczyny ścisnęło się i zabiło. Niemniej zdawała się zmieszana spotkaniem i pani domu. Obie kobiety przyglądały się sobie przez mgnienie oka z tą samą ciekawością, jak wówczas na Obi, poczem Sara, postąpiła naprzód, wyciągając rękę.
— Panna Nawrocka, czy nie tak!.. Zdaje się, że już spotkałyśmy się, nieprawda?!... Niech pani siada, proszę bardzo!... Ośmieliłam się osobiście trudzić panią dlatego, że prócz listu dla pani, jaki znalazłam w sklepie krewnych, mam pani do zakomunikowania w sprawie pana Wojnarta trochę szczegółów o ostatnich wydarzeniach...
— Co się stało?
— Nic szczególnego; zdaje się, że władze miały zamiary wytoczyć całej partji wygnańczej proces o bunt na barce. Mam wrażenie jednak, że już zaniechały tego zamiaru, gdyż pana Wojnarta, którego, jako głównego oskarżonego, początkowo osadzono w osobnej celi, znowu przeniesiono do wspólnej, a mnie, która również należę do oskarżonych, jak pani widzi, wypuszczono na prośbę krewnych i pozwolono za poręką czasowo zamieszkać u nich w Irkucku... A przecież skazana jestem na osiedlenie do bardziej odległych północnych okolic.
— Kosztowało to pewnie niemało! — pomyślała Nawrocka z kruszyną zawiści. — Jak długo zostanie tu partja katorżan, nie wie pani? — spytała głośno.