Strona:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu/384

Ta strona została przepisana.
XXXV.

Podkop był gotów. Pozostała do przebicia cienka warstwa cegieł, przez którą sączył się już chłodny powiew z zewnątrz.
— Dech wolności! — jak mówił Awdiejenko, który nakoniec przyłączył się też do pracujących pod ziemią.
— Dziś przebijemy i jeden z nas pójdzie obejrzeć drogę...
— Ja pójdę!... — zawołał Gawar.
— Dlaczego nie ja?... — odrazu sprzeciwił się Wojnart.
— Dlatego, że jak was złapią, towarzyszu, to was ciężko ukarzą, a nam co: my administracyjni... My tylko za zepsucie „kazionnego“ muru odpowiadamy... — dowodził Cydzik.
— Może być zasadzka, jak w Kijowie!... — zauważył Wujcio. — Zabito wtedy trzech więźniów!
— Tem bardziej nie zgadzam się, aby szedł Gawar!... — opierał się Wojnart.
Przegłosowano go jednak; do jamy spuścił się Cydzik, szybko rozebrał cegły, dał znać, a za nim spuścił się natychmiast Gawar, przebrany