Strona:Wacław Sieroszewski - 12 lat w kraju Jakutów.djvu/113

Ta strona została skorygowana.
108
POSIADŁOŚCI I ZALUDNIENIE.

się to tak: „nucza“ dowiedzieli się, że kryją się w pewnem miejscu ludzie bogaci w futra i dobytek i urządzili na nich wyprawę. Przyszli w góry i widzą: na jednym szczycie czerni się, niby rój komarów — był to tłum tunguzów. Wystrzelili „nucza“ ale bez skutku, kule ich nie dosięgły tak daleko. Słyszą strzały tunguzi alei nie czują pocisków. Wtedy sami puścili chmurę strzał, a że strzelali z góry, więc zabili dwudziestu „nucza.“ Mieli „nucza“ naczelnika „bojuna“ co w żelaznej chodził koszuli i mieli kozaka wielkiej zręczności, zwanego „Prędki“ (Süruk). Tych dwóch tunguzi nie byli w stanie zabić. Kolce strzał gięły się o kolczugę „bojuna“, a kozak zręcznie chował się za swego pana. Reszta zginęła. Rzekł wtedy kozak do swego naczelnika: „Panie, uciekajmy! Zabili wszystkich zabiją i nas. Wystrzelamy wkrótce ostatnie naboje i zostaniemy bezbronni!“ „Czyż mogę złamać przysięgę?“ — odpowiedział naczelnik. Ma mój Pan nie jednego mnie sługę. Zostaną się po naszej śmierci ludzie, co o nas pamiętać będą. „Prędki“ uciekł, a „bojuna“ po długim oporze zabili tunguzi, zarzuciwszy nań z góry arkany (momoki). Kozak wrócił do swoich i opowiedział co się stało. W tym czasie, w innem miejscu, zdarzyło się, że jakut bogaty wydał córkę za mąż za tunguza. Gdy dziewczynę odwieźli młodemu, urządzili tunguzi, jak zwykle, ucztę, zabawę, igrzyska. Próbując się, pokłócili się. Jakucki szermierz (chosun) zabił tunguzkiego „chosuna“. Zabił i uciekł. Właśnie w domu rozbierał się i ogrzewał przy ogniu, gdy wszedł posłany za nim w pogoń tunguz z nagim w ręku oszczepem. Skierował nań ostrze i chciał pchnąć. „Nagi jestem — powiedział jakut, — czyż nie wstyd ci (arach[1]) zabijać mię rozebranego?.. Czyż ty, niby mój mały palec, chcesz zabijać śpiących?. Pozwól mi ubrać się, zrównać z tobą!.“ Tunguz inaczej go zrozumiał, wyskoczył na zewnątrz i sam zaczął zrzucać odzienie. Jakut z oszczepem pospieszył za nim i czekał. Zwarli się. Długo nic sobie zrobić nie mogli, wreszcie jakut uderzył tunguza w ramię i odciął mu rękę. „Dosyć! — rzekł tunguz — nie zabijaj mnie!“ Jakut zaprzestał walki. „Towarzyszu (atas) — spytał tunguz — jak myślisz: czy daleko z podobną raną może ujść człowiek? Nie mam ochoty umierać w obcej ziemi“. „Z taką raną najlepszy człowiek może ujść 30 kioś (300 wiorst), pośledni — 20 kioś (200 w.) a najgorszy — 10 kioś (100 w.)!“ odpowiedział jakut. „Zuch, widzę, jesteś! — pochwalił go tunguz i odszedł. Zrobił 30 kioś i skonał. Zląkł się jakut, zwołał krewniaków i mówi: „Zabiłem dwóch najlepszych tunguzkich szermierzy! Radźcie co robić! Czy nie lepiej uprzedzić ich i napaść pierwej!“ Jakuci uradzili żeby nie zwlekać, zwołali swoich i ruszyli na tunguzów. Ale gdy przyszli na miejsce nie bili się z nimi, tylka pogodzili, pobratali i wrócili do siebie. Gdy wracali z podarunkami, weseli i zadowoleniu, spotkali oddział „nucza“, prowadzonych

  1. Stary wyraz jakucki, obecnie używany tylko w podaniach i bajkach, znaczy: grzech, występek, srom.