Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski I.djvu/34

Ta strona została przepisana.




III.

Nazajutrz rano otoczonych strażą wygnańców przeprowadzono przez bramę z drewnianą wieżą po zwodzonym moście na obszerny podwórzec forteczny do mieszkania naczelnika. Tam długo czekali w ciemnym przedpokoju, przysłuchując się głosom i skrzypom, dolatującym z głębi domu. Wreszcie drzwi od świetlicy otwarły się i na progu ukazał się Niłow w galowym, suto złotem szytym mundurze; za nim stał wyprostowany jak struna Norin.
— Baczność!... — rozległa się komenda.
Niłow zbliżył się do więźniów, uszykowanych w szereg po wojskowemu.
— Kto jesteś?... — spytał pierwszego z prawej strony.
— Baturin.
— Żołnierz?
— Tak. Pułkownik.
— Dosyć. Następny!...
— Beniowski...
— Jenerał polski? Co?