Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski II.djvu/263

Ta strona została przepisana.
—   255   —

— Wszystko to jeno fortel! Znam ja dobrze waszych jenerałów!... — odrzekł spokojnie Beniowski. — Wyprowadźcie natychmiast swoje oddziały na podwórze i obsadźcie palisadę, aby wiedzieli, że się strzeżemy. A posłańca z moim listem odeślijcie natychmiast do miasta — zwrócił się do Winblatha, Baturina i Panowa.
O piątej wieczorem zjawił się przed bramą zapowiedziany kapral z czterema żołnierzami i imieniem Imperatorowej głośno zażądał, aby mu ją otwarto.
— Ach, głupi chłopie!... Cóżto myślisz w nas wmówić, że Imperatorowa takich jak ty drabów na posłańców sobie wybiera?... A gdzie masz rozkaz cesarski?... — żartował z żołnierza Winblath.
— Jego Wysoka Szlachetność naczelnik powiedział, że mam wziąć Beniowskiego, który obiecał się poddać!
— A w takim razie chodź po niego, ale sam jeden!... Beniowskiego może nie dostaniesz, ale dostaniesz zato wódki i list od niego do twojego gubernatora!
Żołnierz zgodził się; zaledwie wszakże próg furtki przekroczył, rozbrojono go, zatkano mu gębę szmatą i poprowadzono do domu przed oblicze Beniowskiego.
Tam musiał wyśpiewać wszystko, co wiedział o przygotowaniach i zamiarach rządowych. Poczem kazano mu wezwać jednego po drugim