Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/118

Ta strona została uwierzytelniona.
(wybiega na środek, przykłada ręce do ust jak tubę i krzyczy na górną galerję)

Ratuj się, kto w Boga wierzy... Po-la-cy w tele-fo-nie!...

(odpowiada mu w całym domu echo głosów)
SCENA TRZECIA
Ciż, żołnierze, Li.

Polacy... Po-la-cy w te-le-fo-nie!... Uciekajmy!... Czorci... Mat’ ich!... Rzucaj!... Puszczaj! Oho.... ho!...

(Wybiegają z góry, z dołu, z bocznych drzwi — wyrywają sobie z rąk rzeczy, rzucają się z kąta w kąt jak błędni)
RAZIN
(ze słuchawką przy uchu woła)

Uspokójcie się... stójcie... Zaraz się dowiem!... Tam mówią!... Halo, halo! Kto mówi!... Tu telefon Róża... Sztab... Centrala... kto?... Głośniej!... Aha, słucham! Dowódca?... którego pułku?... Tak, tak!... Doskonale... Sto dwudziestego drugiego... Tak... doskonale!... Więc alarm fałszywy... Żadnego niebezpieczeństwa niema... Mówiłem... mówiłem!... Doskonale!...

(Tymczasem żołnierze uciekają, okrzyki „Polacy w telefonie“ cichną i dom zwolna puścieje; ostatni zbiega ze schodów Li, z rozwiązanym warkoczem, wołając):
LI

Pol-ak-ki te-le-fan!...

(Kilku żołnierzy wypada ze stołowego pokoju ze zrabowanemi przedmiotami w ręku i wywala się całą gromadą przez otwarte drzwi na ganek, widać przez okna, jak biegną przez dziedziniec, jak inni opadają stojący w rogu wóz, jak gramolą się nań, ładują swe rzeczy, biją się i spychają. Marcinek z Lasotą dawno wycofali się przez stołowy pokój w głąb domu. W „hallu“ zostaje tylko Razin ze słuchawką przy uchu, powtarzający machinalnie):