Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/14

Ta strona została uwierzytelniona.
MORSKI

Ależ tutaj grożą ci te same męty tylko w dodatku... cudze!

MORSKA

Wolę zginąć z cudzych rąk. Prócz tego wątpię bardzo, czyby dziadzio wytrzymał podróż końmi aż do Warszawy. A zatrzymać się gdzieś po drodze, to znaczy czekać na to samo, co tu, tylko w obcem miejscu, w gorszych warunkach. Nie, wolę zostać u siebie! Zresztą, Warszawa podobno również niezupełnie pewna; mówią nawet, że lada dzień może być wzięta...

MORSKI
(rzuca niespokojne spojrzenie wokoło)

Kto mówi? Nie wierz!... Kłamią! To się nie stanie!...

MORSKA

Ja też nie wierzę, chociaż... różne już a tak nieprawdopodobne rzeczy zdarzyły się w tych okropnych czasach... Wszystko się chwieje i wali...

LASOTA (głuchym szeptem)

Nadzieja jedynie w Bogu!

MORSKA

Dokąd więc uciekać?!... Chyba zagranicę... bo i jaka różnica?!... Nie, Stachu, trzeba już trwać, gdzie postawił nas los... Jedź, kochany, nie zwłócz dłużej. Byłabym w rozpaczy, gdyby z mego powodu... Drżę na samą myśl, że mogą nagle wpaść, zabić cię, zabrać do niewoli...