Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/63

Ta strona została uwierzytelniona.
RAZIN
(jedząc, głośno mlaska ustami)

Nu, wiadomo! Ale tu trzeba politycznie. Tu kultura! W dodatku ta burżujka nie uciekła... A dlaczego nie uciekła niewiadomo... Może jej żal było swego, a może co innego?... Ba! Gdyby się ją dało przekonać?! Ja sprobuję... Byłaby to wielka wygrana, gdyby ona przeszła na naszą stronę...

SONIA (odtrącając filiżankę)

Skłamie. Nie warto się cackać!

RAZIN

Nawet pozornie na początek, niech się podda...

SONIA (niecierpliwie)

Ach, wszystko mi jedno! Za dzień za dwa już nas tu nie będzie. Płock wzięty, Łomża wzięta... Wojska nasze wciąż idą naprzód... Pewnie i my...

SARNOWSKIJ (jedząc)

Przeciwnie. Mam wiadomości, że zostaniemy tu czas dłuższy... Przyszedł również ze sztabu rozkaz, żeby Morską niezwłocznie przesłuchać...

RAZIN

Można przesłuchać! Dlaczego nie? Ale chyba później, bo zaraz mam z sołtysami naradę...

SARNOWSKIJ

W takim razie w nocy. W tym tu pokoju... Dobrze?.