Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.

A z głową to ja mogę na moje nogi mieć... karetę i dobrego krawca... A na twoje żydowstwo, to już ty nie masz żadnej rady. Ty swojemu chłystkowi śpiewasz (śpiewa): „Cwiety skażytie jej...“ a on myśli, co ty śpiewasz przez nos, boś żydówka... On musi tak myśleć, bo rasa, to wielka rzecz!... Co jednym tam się podoba, to drugim — nie! Twój nos dla gojów jest jak haczyk, a dla mnie on jest niby łuk miłości! Twoje usta dla nich — nieprzyjemna... zmysłowość, a dla mnie słodki owoc granatu...

SONIA

Dosyć. Nudzisz mnie. Znasz się na tych rzeczach jak prosię na ananasach... Zostaw to już nam, kobietom... Co zaś do wyboru, to ja jeszcze... poczekam!

(wstaje i idzie ku stołowi)
SARNOWSKIJ

Dobrze i ja poczekam.

SONIA

Powiedz lepiej, jaką to miałeś dla mnie tajemnicę?

(opiera rękę o poręcz krzesła)
SARNOWSKIJ

Powiem, choć to jest jeszcze wielki polityczny sekret, ale ja tobie wszystko powiem, tylko ty obiecaj...

(bierze ją za rękę i pochyla się ku niej)
SONIA (wyszarpuje rękę)

Ktoś idzie!... Puść mię!