Strona:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu/128

Ta strona została przepisana.

dzi, który znużył i doprowadził do migreny Zofię. Daremnie próbowała ich pogodzić. Zerowicz wprawdzie umilkł, lecz Stefan w dalszym ciągu dowodził i hałasował, chodząc po jurcie.
— Nonsens!... Głupstwo!... Drobnomieszczańska mgła, dawno rozwiana przez naukę i wielkich myślicieli...
Zerowicz chwycił czapkę, paltot i wyszedł, pomimo, że na dworze była ciemna noc i prószył śnieg.
— Idź, zawróć go!
Stefan wyskoczył...
— Hej! Hej!... Zerowicz! wracaj!... Co za głupstwo!?...
Lecz dziwak przepadł bez śladu.
— Jesteś w sporach niemożliwy: brutalizujesz a nie umiesz dowieść słuszności swoich poglądów! — rzekła Zofia. — Cóż teraz?! Obraził się!...
— Niech nie gada głupstw!...
— Mój kochany, kto ich nie gada!