Strona:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu/164

Ta strona została przepisana.

— Dlaczego nie przyszedł sam? Wszak bywał u państwa?
— Owszem — bywał... Ale w owym okresie nie pokazywał się od dłuższego czasu..
— Czy poróżnił się z państwem? Czy bywał zawsze tylko... w obecności pana?
Chmurna twarz Stefana nabiegła krwią.
— Nie. A więc bywał i w nieobecności pana? A czy pani Porębska znała drogę do jurty Zerowicza?
— Tak. Byliśmy tam raz jesienią. Co to wszystko znaczy?... Niech pan powie otwarcie!... O co posądzacie nas? Co za ohyda!... — wybuchnął nareszcie.
— Żadnych posądzeń... Uspokój się pan panie Mirski... Wszak przedstawiłeś pan swoje alibi... Chodzi o to, aby wszystko było jasne i zgadzało się z sobą!...
— Moja żona na krok nie wychodziła z domu od czasu, jak spadły śniegi...
— Właśnie, właśnie!.. O to mi chodziło!
Ze spokojem wytrawnego oprawcy notował w swoim dzienniczku, podczas gdy Stefana ogarniało coraz gwałtowniejsze wzburzenie.
Ten gruby jegomość otaczał go, oplątywał łańcuchem nic nieznaczących pozornie zapytań, których dotkliwość Stefan odczuwał dopiero po niejakim czasie, a z których wysnu-