Strona:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu/221

Ta strona została przepisana.

muchy. Nie dostrzegł ich jednak nigdzie w celi.
— Czem żywi się tutaj ten drapieżca? Zdaje się, że nie ma nic żywego oprócz mnie i... pcheł! Trzeba będzie spróbować, czy je konsumuje?
Podano nareszcie Zarembie przez okienko drewnianą łyżkę, drewniany mocno poszczypany talerz z rozmazaną na nim kaszą i mały włochaty od starości szafliczek, do połowy wypełniony brunatnym cuchnącym płynem. Z paru pływających w nim łupin domyślił się, że to grochówka. Zjadł wszystko z apetytem, choć w kaszy trafił na ślady karalucha a na dnie grochówki pływały jakieś białawe wałeczki, bardzo podobne do ugotowanych robaków. Lecz strawa była gorąca, zawierała odrobinę tłuszczu i na wyposzczone, wyziębłe jego wnętrzności, na omdlewające od wycieńczenia ciało podziałała jak nektar, jak wino. Drapieżnie śledził najmniejszą kroplę ginącą marnie gdzieś w kudełkach zadrowatej wnętrzności szafliczka; okruchów chleba spadłych ze stołu szukał długo i pilnie w kurzu podłogi...
— Spendius w namiocie Hamilkara... — pomyślał, przypominając sobie słynną scenę z »Salambo«, kiedy wystawieni na próbę hardzi przywódcy uśmierzanych głodem barba-