Strona:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu/81

Ta strona została przepisana.

zwykłym ruchu on nauczył się już poznawać wyraz niezłomnego uporu.
— Nareszcie bezpieczeństwo, bezpieczeństwo — ciągnął z rozdrażnieniem. — Trwoga nie opuszcza mnie, kiedy nie wiem, co się z tobą dzieje. Wciąż mi się marzą rzeczy najokropniejsze... Widzę łotrów, kryminalistów wchodzących w nocy do twej chatki..
— To stać się może i przy tobie...
— Zawsze — nie to...
— Owszem, zdarza się... A Dutkiewiczowie w roku zeszłym? Zresztą mam broń...
Pokazała mu mały rewolwer.
— Skąd go masz?
Zawahała się.
— Od Zerowicza! — odpowiedziała wreszcie rezolutnie.
Zatrzymali się.
— Więc... on był?
— Był.
— Cóżeś nie powiedziała?
— Nie było co opowiadać. Wziął gazety i odszedł.
— I... zostawił rewolwer?
— I zostawił rewolwer!
Ruszyli dalej.
— A gdybym... poprosił cię, abyś mu go... oddała?
— Nie usłuchała bym, rzecz prosta. Zero-