Strona:Wacław Sieroszewski - Ptaki przelotne.djvu/23

Ta strona została uwierzytelniona.

ale trochę za duża i za ciężka na nasze słabe siły, że zbyt jest przeciążona ładunkiem węgla, który wzięliśmy ze sobą, żeby mieć opał dla gotowania strawy na bezleśnych brzegach morza. Musieliśmy często wyładowywać łódź, żeby ją przeprowadzać przez skalne progi i, kiedy wydostaliśmy się wreszcie na głębsze wody, mieliśmy dużo doświadczenia, ale mało sił. Wielu z nas z przeziębienia i od tłustego pemikenu rozchorowało się na żołądek. Kiedy zaczęły wiać silne wichry od morza, nie byliśmy w stanie pokonać go wiosłami, musieliśmy wysiąść i holować statek na sznurach... Brzeg był dziki, miejscami zawalony głazami, miejscami bagnisty lub krzaczasty, kupy gnijącego chrustu i zwalonych drzew utrudniały niezmiernie drogę tak, że posuwaliśmy się bardzo wolno i coraz częściej

25