Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród kosmatych ludzi.djvu/88

Ta strona została uwierzytelniona.

— Niech rąbią, niech palą!... Wszystko im wolno... Są nasi!... — mruczeli „czcigodni“, borykając się z żonami i synami, starającymi się uprowadzić ich do domów.
— Za karę musicie postawić jeszcze jedno „sintoko“ (wiadro) „sake“!... — bełkotał Spańram, chwytając mię za rękę.
— Jutro, jutro! — uspakajała go żona. — Chodźmy do domu, już się wszyscy rozchodzą!
— Milcz!... Co ty jesteś? Ty jesteś nic... Ty jesteś flondra (samambe)! Zostaję tutaj!... Żądam „sake“ — ryczał Ajnos, wyrywając się z rąk kobiety. Ale niewiasty solidarnie wyciągały swoich władców z izby zatrutej wyziewami alkoholu. Zostali tylko ci, co ani ręką ani nogą ruszyć nie mogli.

Nazajutrz w południe odjechaliśmy pociągiem do stacji Hajaki, odprowadzani owacyjnie przez połowę ludności ajnoskiej wsi, druga po-

91