Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród lodów.djvu/13

Ta strona została uwierzytelniona.

— Cóż znowu! — przerwali mu inni. — Fajeczka bez zarzutu!
Istotnie, można jej było pozazdrościć Tomowi. Przepalona nieco, miała kolor cynamonowy, właściwy rasie tureckiej — a twarz wyszła z rąk rzeźbiarza jak żywa.
— Kosztuje 50 dolarów — objaśniał Tom.
Ta fajka była jedyną dumą tego majtka, jedyną własnością, którą się szczycił.
— A więc chce wam się prawdy tym razem!... — rzekł Dick, wyciągając się w hamaku. — Dobrze, opowiem wam... jak zabili mnie rozbójnicy w Albanji...
— Jużeśmy słyszeli...
— Tak, tak... i ona to słyszała... i jeszcze gotowa... Ona zabita żywa... — przeciągał Li, kiwając głową...
— Nie, nie!... innym razem! Dziś prosimy o coś nowego; coś takiego, gdzie dużo ciepła, słońca!... coś z południa!...
— Dobrze. Powiem wam więc o tygrysie. Choć to niezupełnie z południa, ale zato poczęści prawda... Albo może opowiedzieć wam, jak zostałem królem pod równikiem?...
Wszczął się hałas; głosy były podzielone.
— Opowiadaj jedno i drugie — godził zwaśnionych Tom.
— Zgada, przyjacielu! Cicho! Uspokójcie się... gdyż lękam się, że żadnego nie skończę... Czas upływa!
— Cicho! Słuchajcie!... Niech opowiada, co chce!