Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród lodów.djvu/29

Ta strona została uwierzytelniona.

którego ognie połyskiwały samotnie wśród bladej mgły i lodów, niby gromadka gwiazd z nieba spadłych.
Nazajutrz wszystko wróciło do zwykłego trybu; tylko czas upływał im niezwykle leniwo. Obowiązki swoje każdy spełniał sumiennie, lecz bez zamiłowania. Zebrania wieczorne nie udawały się. Senność i apatja wypełzły ze swego ukrycia i rozgościły się na okręcie. Mr Will, tak sprężysty w czasie burzy na morzu, czuł się bezradnym wobez tego zjawiska; gładził tylko łysinę i wzruszał ramionami. Drugi oficer, wiecznie chmurny, Nordwist, ożywiał się tylko na widok narzędzi fizycznych; w kajucie załogi milczał i spacerował z kąta w kąt; doktór zaś co wieczór zamykał się u siebie i pisał powieść. Cóż mieli robić majtkowie? Ziewali i szli spać coprędzej.
— Znowu siedzicie ze spuszczonemi nosami!... Zaśpiewalibyście, albo urządzili teatr amatorski... Weźcie się do czego!... — napędzał ich mr. Will.
— A może doktór zechce nam co przeczytać ze swojej powieści?...
Doktór gotów był czytać, ale Li zaprotestował.
— Dick niema...
— Cóż Dick?... przecież on nie początek i nie koniec świata. No, Tomie, wymyśl nam cokolwiek...
Tom z wystraszoną miną prostował się i żałośnie spoglądał na towarzyszów.
— E... nic z tego!... Będziemy czekali...
I czekali, rozmawiając o nieobecnych, o tem, gdzie się znajdują i co robią — niezdolni myśleć