Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród lodów.djvu/33

Ta strona została uwierzytelniona.

— O Frisko!... Pytanie, czy je ktokolwiek zobaczy!... odezwało się wielu.
— Niech wam język uschnie! Jak możecie takie rzeczy gadać! — energicznie zawołał Dick, zrywając się z posłania. — Myśmy też gwiazdy w drodze mierzyli i wiemy, że lody zwróciły się na południe... Dlatego właśnie nie dotarliśmy do bieguna!... Kapitan postanowił wracać!...

V.


— Lody mogą znowu zwrócić się na północ. Dlaczego kapitan milczy i na co czeka? Czas upływa... Okręt prawie rozbity... — sarkała po kątach załoga.
Niepokój znowu ich trawić zaczynał. Nawet oficerowie milczeli posępnie, gdy kapitan mówił o rzeczach, nie mających z powrotem nic wspólnego. Wesoły Dick przestał żartować. Ponury nastrój wzmagał się jeszcze, gdy w nocy przeraźliwie wyły psy, które na wiosnę w dodatku ciągle się między sobą zajadle gryzły. A kiedy stało się wiadomem, że lody istotnie zawróciły na północ, niezadowolenie załogi groziło formalnym buntem.
— Co on chce z nami zrobić?!... Czyż dlatego, że wzięliśmy pieniądze, mamy umierać?! hałasowali majtkowie, zebrani w kajucie.
— Kiedyż nareszcie djabli wezmą ten przeklęty parowiec? — krzyknął Smith, mały, szczupły brunet.