Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród lodów.djvu/39

Ta strona została uwierzytelniona.

czasowe jego pojęcie o prawdzie rozpołowiło się: zdało mu się, że muszą być dwie prawdy — prawda życia i prawda obowiązku; nie umiał jednak połączyć ich i bił się z myślami. Prawda obowiązku wydawała mu się także jakoby prawdą życia. Czyż ludzie bez niej mogliby pracować wspólnie, a nawet żyć po sąsiedzku?... Czytał coś o tem... Nawet milcząco można się zobowiązać do wielu rzeczy... i oburzać się na innych za lekceważenie takich zobowiązań!... Wszak on sam niedawno gniewał się na Jurka zato, że wziął kożuch bez jego pozwolenia, a przecież Jurek nie obiecywał, że jego kożuszka nie weźmie... Gdyby nie było takiej milczącej umowy między ludźmi, jedni drugim nie wierzyliby, a nawet mordowali się we śnie, choć obowiązkiem każdego jest nikogo nie krzywdzić!... Obowiązek!... obowiązek!... Co mi z tego, jeśli umrę... Nikt wiedzieć nie będzie, że go spełniłem!... No, wiedzieć, to już chyba będą... domyślą się, jeśli nikt nie wróci...
Coraz bardziej plątały się jego myśli. Czuł ogromne znużenie, jak gdyby po wielkiej burzy przebytej na rejach. Zgarbił się, głowę spuścił i po raz pierwszy poczuł zimno; więc nogi w pościel wsunął i nakrył się futrem. Zaczął drzemać, ale budził się co chwila, zawsze z tą samą świdrującą mu w głowie myślą.
Kapitana niepokoiło posępne zachowanie się majtków. Pamiętał dobrze ich twarze w chwili, gdy Tom uprowadzał Smitha. I oficerowie byli jacyś dziwni... — Czuł, że na nikogo liczyć nie może... Siedział w swojej kajucie i patrzył w ma-