Strona:Wacław Sieroszewski - Wśród lodów.djvu/48

Ta strona została uwierzytelniona.

ra!... Będzie jej weselej w sąsiedztwie uroczej Alicji!
Tom odwrócił się, ale w tej chwili lód zakołysał się pod jego nogami.
— Tonie... tonie... zaraz zniknie!... — szeptali marynarze.
Istotnie! Lody, podtrzymujące „Nadzieję“, rozwarły się i statek zaczął pogrążać się szybko. Upłynęła zaledwie chwila, a na powierzchni czerniał już tylko jego koniec i maszty; lecz i te wkrótce znikły. Mniejsze kry i drobne odłamki lodu, szeleszcząc i tłukąc się o siebie, zakotłowały się w utworzonym przez statek wirze. Z okrętu zostały tylko trzy łodzie, ludzie i stos śmieci na zwałach lodowych. Nad niemi wznosiły się blade niebiosa, a dokoła zwycięsko szumiał ocean, wiatr wył i gwizdał.
— W drogę! — rozległa się komenda. Odezwały się świstawki oficerów; psy. szczekając, porwały się z miejsca i biedni rozbitkowie ruszyli ku dalekiemu lądowi.
Przebywszy obszerne pola lodowe, weszli w pas brył drobniejszych, bardzo ruchliwych i znaleźli się w istnem piekle wiecznego łoskotu i ruchu, gdzie uwaga w ciągłem musiała być natężeniu. W przeciągu dwu dni nikt z nich oka nie zmrużył, nie przysiadł na chwilę, gdyż nie było gdzie usiąść. Drobne, kanciaste bryły, kry przezroczyste zapadały im pod nogami, jak klawisze. Trzeba było biec po nich szybko, by dostać się na większe odłamy, na których także niepodobna było pozostać długo, gdyż fale unosiły je z drogi, kruszy-