Strona:Waleria Marrené - Przeciw prądowi Tom II.djvu/23

Ta strona została skorygowana.
13

Spojrzenie, jakiem pan Mergold odpowiedział na to, było charakterystyczne; zatrzymało się ono na młodym człowieku przez chwilę z wyrazem, w którym podziw przechodził w zdumienie; jednak żadnym zewnętrznym znakiem nie dał tego poznać po sobie.
— To co innego — wyrzekł tylko spokojnie; ależ w takim razie...
Nie skończył zaczętego frazesu, spojrzenie jego jednak mówiło wyraźnie: w takim razie co pan tu będziesz robił? albo też: co pan umiesz?
— Niech mnie pan raczy objaśnić — prosił Wacław, któremu ręce drżały nerwowo, a słowa ledwo wydobywały się ze ściśniętego gardła.
Przez chwilę pan Mergold spoglądał na niego z nieokreślonym wyrazem, aż wreszcie wziął ołówek i z ruchem pełnym zniechęcenia, który zdawał się świadczyć