Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/210

Ta strona została skorygowana.
— 204 —

nych mniéj uroczystym czynnościom; malowały się na nich żywe coraz odmienne uczucia, jakie wzbudzała w słuchaczach mowa tego kaznodziei.
Wiek i niedołężności, osłabiły głos jego niegdyś zapewne mocny i donośny. — Odczytał tekst kazania cicho i niewyraźnie; lecz gdy zamknął świętą księgę i zaczął naukę, ton stopniowo nabiérał siły; coraz z większym zapałem rozwijał swoje założenie, odnoszące się po największéj części do niezgłębionych rozumem tajemnic chrześcijańskiéj wiary; — lecz zręczny mówca wyjaśnić je usiłował licznemi i trafnie dobranemi Pisma Św. przytoczeniami. — Choć wprawdzie nie oswojony ze sposobem rozumowania kaznodziei; mogłem jednak ocenić jego głęboką naukę, i niepospolity dar malowania zawiłych myśli. — Szkotów jak wiadomo, więcéj odznacza chytrość umysłowych władz, jak czułość serca; mocniéj przeto działa na nich rozumowanie, jak krasomówstwo; chętniéj słuchają trudnych, lecz gruntownych tłomaczeń miejsc Pisma Św. potrzebujących wykładu, aniżeli płynnéj i zręcznéj wymowy, przez którą kaznodzieje innych krajów, zniewalając serca, i kierując wedle upodobania namiętności słuchaczów, jednają sobie powszechną wziętość.
Nie jedna głowa pośród zgromadzenia, przywiodła mi na pamięć wyraz twarzy pogan na sławnym obrazie św. Pawła każącego w Atenach. — Tu siedział gorliwy Kalwin; brew zmarszczona i ściśnione usta, okazywały głęboką uwagę; a lekki uśmiech objawiał, że słuchacz dzieli tryumf odniesiony przez mówcę nad zawiłością dowiedzionéj prawdy. — Tam, zawzięty Purytanin rzucający ponurym i srogim wzrokiem, zdawało się, że gardzi wszystkimi, którzyby słowom Pasterza mniéj wierzyli jak saméj Ewangelii, i radośnie rozmyśla o zapowiedzianéj im karze. — To znowu, stronnik innéj zapowne nauki, zabłądziwszy przy-