Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/318

Ta strona została skorygowana.
— 312 —

leniu. Przybyłem tu pomścić się jego śmierci. — Ale łapać biednych ludzi, którzy za własnemi interesami podróżować mogą po kraju, to nie jest moje rzemiosło.
— Ani moje, — rzekł Iverach.
Major Galbraith nie przestał na tak krótkiéj odpowiedzi, i po głośnéj czkawce, zaczął następną mowę:
— Co do mnie, ja nic nie mówię przeciw królowi Jerzemu, kapitanie; bo tak się stało, że na nominacyi mojéj jest jego podpis; ale jeżeli ta nominacyja jest dobra, to nie idzie za tém, aby inna miała być zła kapitanie; nie jeden jest tego zdania, że imię Jakób w niczém nie ustępuje imieniowi Jerzy, — piérwsze nosi ten, który jest królem, a drugie nosi ten, który ma prawo być królem, — a ja powiadam tak: że uczciwy człowiek może służyć i piérwszemu i drugiemu. Zresztą moje zdanie jest takie jak i pańskie kapitanie, bo tak przystoi na oficera milicyi, — ale co się tyczy buntów i tam daléj kapitanie, to próżno o tém i gadać; a nawet im mniéj się o tém gada, tém lepiéj.
— Ze smutkiem widzę, — odpowiedział kapitan, — czém się panowie zajmowali przed mojém przybyciem, lubo ważna okoliczność dla któréj tu jesteśmy, zupełnie innego wymagała postępowania. Mowa pana majora wątpić nie dozwala, że przebrał miarę w trunku, i radziłbym mu, aby się przespał z godzinę. — Ci ichmościowie należą zapewne do towarzystwa panów? — dodał spoglądając na burmistrza, który zajadał smaczno wieczerzę i nie zważał wcale na nowego przybylca.
— To są podróżni, — rzekł Galbraith, — wszak wolno każdemu jeździć gdzie mu się podoba.
— Wolno zapewne, — odpowiedział kapitan zbliżając się do nas ze światłem, — ale już nadmieniłem, że mam rozkaz przytrzymać dwie podejrzane osoby; a ci panowie, jak uważam, dosyć są podobni do ich rysopisu.