Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/321

Ta strona została skorygowana.
— 315 —

ale gotówem przysiądz, że mój pan nic o tém nie wiedział. On tylko chciał pomówić z Robem i nic więcéj. — Ach wielmożny kapitanie! zrób miłosierny uczynek i odeszlij mego pana pod strażą do Glasgowa. Możesz za to przytrzymać pana Jarvie tak długo, jak się panu podoba. On jest wstanie zapłacić wszystko co rozkażesz, i mój pan także, — co do mnie, jestem biédny ogrodnik, chudy pachołek, i napróżnobyś mię więził.
— Zdaje mi się, — rzekł oficer, — że wypada koniecznie odesłać tych ichmościów pod strażą do głównéj kwatery, ściągnąłbym na siebie odpowiedzialność, gdybym uwolnił osoby zostające w bezpośrednich związkach z nieprzyjacielem. — Panowie! proszę uważać siebie za moich więźniów — jak tylko dzień zaświta, odeszlę was do wyższéj władzy. Jeżeli jesteście w rzeczy saméj tém, czém się być mienicie, okaże się to wkrótce, i dzień lub dwa przytrzymania nie zrobi panom tak wielkiéj krzywdy. Nie słucham żadnéj wymówki, — dodał odwracając się od pana Jarvie, który już się zabiérał do odpowiedzi, obowiązek służby nie dozwala mi tracić czasu na próżnych sporach.
— Dobrze, dobrze, mój panie, — rzekł burmistrz, możesz teraz śpiéwać tak głośno, jak ci się podoba; ale daję słowo, że niedługo tańczyć będziesz.
Po téj rozprawie, oficer złożył tajną radę z góralami, któréj nie mogliśmy dosłyszyć, i z nimi izbę opuścił, a pan Jarvie odezwał się do mnie:
— Ci górale należą do zachodnich Klanów; ale jak mi powiadano, w niczém nie są lepsi od swoich sąsiadów. Jeżeli tu przybyli walczyć przeciw Rob-Royowi, to jedynie w tym celu, aby się pomścić dawnéj jakiejś krzywdy; to samo uczynił Galbraith, Grahamy i szlachta hrabstwa Lennox. Nic dziwnego, że chcą oddać wet za wet. Co zaś