Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/38

Ta strona została skorygowana.
— 32 —

był nawet pochodził w prostéj linii od Wilhelma zdobywcy, nie tyle by to pochlebiało jego miłości własnéj, ile ruch i szmer, które go witały, gdy ukazał się na giełdzie. — Ojciec mój, lękając się, abym nie nabrał wstrętu do przyszłego powołania, starał się wychować mię w zupełnéj niewiadomości o szlachetnym rodzie naszym — ale jak się często nawet najmędrszym przytrafia, tam właśnie napotkał przeszkodę, gdzie się jéj najmniéj spodziewał. Niańka jego staruszka, rodem z Northumberland, była jedyną istotą, dla któréj opuściwszy dom, zachował stałe przywiązanie; skoro więc los sprzyjać mu zaczął, sprowadził Mabelę Rackets, po śmierci matki mojéj powierzył mię jéj opiece i tym czułym niewiasty staraniom, bez których wiek niemowlęcy obejść się nie może. Ponieważ Mabela nie miała wolności rozmawiać z panem o pokrytych wrzosem górach, o dolinach kochanéj ojczyzny, tém więc chętniéj prawiła wychowańcowi swemu o wszystkiém, co w niéj zaszło od niepamiętych czasów. Słuchałem jéj z całém natężeniem dziecinnéj ciekawości i zdaje mi się, że jeszcze widzę tę głowę trzęsącą się już nieco pod ciężarem wieku, przykrytą białym jak śnieg czépkiem; tę twarz pooraną marszczkami, ale pełną jeszcze czerstwości, którą winna była pracowitemu wiejskiemu życiu, — zdaje mi się, że widzę jak rzucając wzrok smutny na wysokie mury i ciasne ulice Londynu, kończy ulubioną piosnkę, którą wtenczas, a jeśli mam wyznać prawdę, i dziś nawet przekładam nad wszystkie włoskie tréle.

 — Czy bluszcz niski, czy jawor co użycza cienia,
Wszystko się w górach naszych piękniéj rozzielenia,

Lecz w powieściach Mabeli, Szkoci, których z duszy nie nawidziła, grali tęż samą rolę, co w bajkach smoki, lub olbrzymy z siedmiołokciowemi bótami. I jakże być mogło inaczéj? Któż, jeżeli nie Douglas Czarny zabił jednego