Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/388

Ta strona została skorygowana.
— 382 —

dotąd wyobrażenia nawet nie mają, co to jest moralne i naukowe wychowanie. O tabelli Pitagoresa, owéj głównéj zasadzie wszelkich użytecznych wiadomości, słuchają jak o żelaznym wilku! — Śmieją się i żartują sobie, kiedy im przedstawiani smutne skutki tak grubéj ciemnoty, a na hańbę rodziców, którzy przecież noszą chrześcijan nazwisko, podobno nawet czytać, pisać i rachować nie umieją!
— Dziwićby się należało, — rzekł Rob-Roy z najzimniejszą krwią, gdyby mieli jaką naukę? — Zkądżeby jéj nabyć mogli? — chceszże, abym do drzwi glasgowskiego kollegjum przybił uwiadomienie: Potrzebny jest nauczyciel do dzieci Rob-Roy’a?
— To prawda, kuzynie; ale mógłbyś dla nich znaléźć miejsce, w którémby się nauczyli bojaźni Bożéj, nabyli wiadomości i obyczajów cywilizowanego świata. Cóż za pociecha, że dziś nie różnią się wcale od bydląt, któreś dawniéj pędzał na jarmarki, i że do niczego użyć ich nie można?
— Nie bój się! — wykrzyknął Mac-Gregor, — Hamish potrafi ubić w lot kulą cietrzewia, a Rob przebije puginałem dwucalową deskę!
— Tém gorzéj! tém gorzéj! — zawołał bankier glasgowski, — jeżeli to tylko umieją, lepiéj żeby nic nie umieli. — Powiedz mi Robie, co ci przyniosły te piękne zdolności, które posiadasz w daleko wyższym jeszcze stopniu jak twoje dzieci? — Kiedyś pędził przed sobą niezliczone trzody wołów, i bawił się uczciwym handlem, nie byłżeś szczęśliwszym jak dziś jesteś, na czele pięciuset zbójców?
Mac-Gregor słuchając pana Jarvie, marszczył czoło i ściskał pięście, jak ten, który cierpiąc ból mocny, postanawia znieść go bez najmniejszego jęku. Upatrywałem więc sposobnéj pory, aby przerwać rozmowę, która chociaż w gruncie nie mijała się z rozsądkiem, i świadczyła o do-