Strona:Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi.djvu/186

Ta strona została przepisana.

kowoż ostatnie jego myśli przed zaśnięciem były: „Zdaje się, że ją puszczę w trąbę!“ Myśli te znalazły się także wyrażone w liście, które wkrótce potem otrzymałem od p. Artura, miał bowiem zwyczaj zwierzać mi się ze wszystkich swoich przygód, zamiarów i wrażeń.
Nazajutrz rano, posiliwszy się niemniej doskonałą kawą, jak u p. Szeliszczyńskiej, p. Artur dowiedział się jeszcze od panny Katarzyny, że ze wszystkich powstańców, najlepiej jej się podobają Ukraińcy, po tych Poznańczycy, a po tych dopiero Koroniarze — i wyjechał dostarczonym przez miejscowego pocztmistrza ekwipażem do Zabuża.
Podczas gdy bohater mój znowu jest w drodze, łaskawe czytelniczki zechcą zastanowić się, o ile klasyfikacya p. Katarzyny była słuszną. Co do mnie — jeżeli mi wolno wypowiedzieć w tej mierze moje skromne zdanie, sądzę, że w miarę jak gdzie najdłużej przebywali Ukraińcy, Wielopolanie lub Koroniarze, tam się jedni lub drudzy najlepiej podobali, a w braku jednych, drugich lub trzecich, podobali się czasem i Galicyanie. Bądź co bądź zresztą, to pewna, że Galicyanki, z wyjątkiem starych i brzydkich, podobały się wszystkim bez wyjątku, Galicyanom, Wielko– i Małopolanom Mazurom, Litwinom i Rusinom, socyalistom, komunistom i ultramontanom, a nawet panu wicehrabiemu de Tourne–Broche.




ROZDZIAŁ V,


w którym p. Artur Kukielski daje dowody niepospolitej zimnej krwi i rozwagi, i wraca napowrót do swoich tytułów i godności, poczem p. Zdzisław Podborski będzie miał zaszczyt, jako komisarz wojenny, wyłuszczyć swoje zapatrywania się na różne nader piekące kwestye europejskie.


Pan aptekarz Odwarnicki, najpoczciwszy człowiek w świecie, nie miał najmniejszego żalu da p. Artura za jego wczorajsze, gwałtowne trochę wystąpienie, i pożegnał się z nim tak czule, jak gdyby byli przyjaciółmi od lat przy-