Strona:Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi.djvu/226

Ta strona została przepisana.

z „księciem“ Arturem utwierdziła jeszcze bardziej p. naczelnika w tem mniemaniu. Książę zgadzał się z nim zupełnie, iż powstanie robi się tylko dla demonstracyi, dla poparcia „akcyi dyplomatycznej“, prowadzonej przez tych, którzy z urodzenia i z natury rzeczy przeznaczeni są na to, by w imieniu narodu przemawiali do gabinetów i dworów europejskich.
— Czerwoni — mówił książę — mierosławczycy, socyaliści, chcieliby nas pchnąć na bezdroże rewolucyi socyalnej, a najumiarkowańsi między nimi pragną, ażebyśmy wytężyli wszystkie nasze siły naraz i uderzyli niemi na Moskwę. Ale to jest oczywisty nierozum. Mając dwanaście oddziałów zorganizowanych, możemy co miesiąc jeden z nich wysyłać za granicę i tym sposobem o rok cały przedłużyć powstanie, podczas gdy wysyłając wszystkie razem, postawilibyśmy na jedną kartę wszystko co mamy.
Nie było nikogo, ktoby chciał zaprzeczyć temu i przedstawić odwrotną stronę medalu, to jest, że uderzając naraz i na wszystkich punktach, można osiągnąć jakiś skutek, podczas gdy wysyłając po paręset ludzi co kilka tygodni, marnuje się krew i pieniądze — nie swoje. A ponieważ nikt się nie sprzeciwiał, więc pan naczelnik obwodu i pan major podali sobie ręce, wyrażając sobie nawzajem uznanie, iż doskonale pojęli, jak należy prowadzić powstanie. Następnie pan naczelnik obwodu wyłuszczył panu majorowi, że w obwodzie Cybolowskim mimo doskonałego ducha, panującego między obywatelstwem, tu i owdzie czerwona opozycya podnosi swoją niesforną i nieposłuszną głowę. Niekontenci są z komitetu, ze sztabu, z urzędników narodowych — chcieliby oczywiście wziąć władzę w swoje ręce. Pan naczelnik wyraził nadzieję, iż pan major pomoże mu uśmierzyć te bunty, albowiem powodzenie sprawy publicznej wymaga przedewszystkiem karności. Pan major oświadczył najzupełniejszą ze swojej strony gotowość do popierania pana naczelnika w jego zbawiennych dążnościach.
Zupełna zgodność zapatrywań się pana majora i pana hrabiego na sprawy publiczne sprowadziła wkrótce rozmowę na inne przedmioty, bo nie dała powodu do żadnej dyskusyi.