Strona:Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi.djvu/316

Ta strona została przepisana.

ostatniej wzmiance, pan Meliton zaś uścisnął mu czule obydwie ręce i prosił go, by nie wątpił o przyjaźni i niezmiernej życzliwości całego domu Kacprowskich dla jego osoby. Nietylko jego poświęcenie się dla sprawy, ale zacne osobiste przymioty zjednały mu te względy tak zasłużone; pan Meliton prosił go więc, by dom cewkowicki uważał za swój własny.
Bohater mój zrozumiał, że pan Meliton radby był niezmiernie, gdyby dom cewkowicki mógł uważać księcia Artura Czetwertyńskiego za swego własnego syna. Ale niestety, on nie był, nie chciał i nie mógł być dłużej księciem Czetwertyńskim. Wśród nawału sprzecznych uczuć i myśli, wobec wszystkich trudności, które go otaczały, hr. Cypryan wydał mu się w istocie kotwicą nadziei. Postanowił udać się do niego i po czułem pożegnaniu z panną Różą, wyjechał w pół godziny później do Cybulowa.
Panny Kacprowskie długo patrzały za nim przez okno. Panna Róża i panna Melania zanosiły się od płaczu, nawet pani Kacprowska nie mogła się oprzeć łzom i gorszym od łez spazmom.




ROZDZIAŁ XVI,


jako pan hrabia Cybulnicki zajmuje się losem dwojga młodych ludzi i apeluje do demokratycznych zasad p. Kacprowskiego.


Już sama fizyognomia okolicy, przez którą jechał p. Artur, wydawała mu się zupełnie zmienioną w skutek zaprowadzonego zaledwie od dwóch dni stanu oblężenia. W istocie, prócz wart włościańskich na krzyżowych drogach i przy wjeździe do każdej wsi (które to warty jednak nie zatrzymywały czworokonnego ekwipażu cewkowickiego, dobrze znanego w całej okolicy) — nie było innej zmiany; śnieg jak przedtem leżał we wklęsłościach roli i w rowach, i pod płotami, a niepokryte nim miejsca sterczały czarne