Strona:Wiktor Hugo - Człowiek śmiechu (wyd.1928) T.3-4.djvu/348

Ta strona została przepisana.

Niebo całkowicie było czarne, nigdzie ani jednej gwiazdy, ale dla niego zapewne tam jakaś jaśniała.
Tak przeszedł wzdłuż pomost cały.
Po kilku jeszcze miarowych stąpieniach stanął wreszcie na samej krawędzi.
— Idę! — rzekł. — Witaj mi, Deo!
I postąpił znowu. Nie było tam poręczy. Przed nim już tylko próżnia się znajdowała. Postawił w niej stopę.
I wpadł.
Noc była głucha i ciemna, woda głęboka. Znikł w jednej i drugiej spokojnie i ponuro. Nikt ani spostrzegł, ani usłyszał. Rzeka płynęła dalej, i statek płynął dalej.
Wkrótce potem znajdował się już na oceanie.
Kiedy Ursus przyszedł do siebie z odrętwienia, nie ujrzał już Gwynplaina, tylko na brzegu statku Homo wył w ciemnościach, spoglądając na morze.

KONIEC